Rok temu z małym kawałkiem pisałem o tym, że przesiadłem się na Maca (dla przypomnienia: Maciek ma Maca, Gutek ma Maca… mam i ja)

Czas wojen technologicznych mam dawno za sobą. Szczerze: robię się coraz bardziej wygodny, jeżeli chodzi o sprzęt, usługi i oprogramowanie. Pewnie dlatego w najbliższym czasie raczej nie przesiądę się na Linuxa (chociaż kto, ho ho ho, wie).

Całość miała być trochę eksperymentem, mającym na celu przestawienie dawno utartych ścieżek na trochę inne tory.

Poprzedni tekst kończyłem zdaniem:

(…) A jak skończył się ten eksperyment… Zapraszam na bloga za rok! (…)

Minął rok. Eksperyment zakończony. Rezultat:

Pacjent przeżył! (czyli ja).

Co dalej!?! Booka nadal mam, tylko już nie Maca.

Minął rok – czas na wnioski.

Minął rok. Ja jestem starszy, Macbook jest starszy. Czas na wnioski ze wspólnego życia. W zasadzie wszystko, co napisałem w poprzednim wpisie i co przewinęło się w komentarzach, nadal jest aktualne.

Przez rok pracowałem na Macu jako na jedynym komputerze do wszystkiego – pracy biurowej, technologii, chmury i drobnego developmentu (firma się rozrosła, staram się rosnąć razem z nią, co oznacza, że to co robię -to nie zawsze jest już mocno technologiczna część, ale to temat na osobny wpis).

 

The good …

długo by wymieniać.

Na pewno:

  • Jeżeli ktoś pracuje z usługami w chmurze i technologią, to wszystkie rzeczy typy setup / narzędzia itp. łatwiej się instaluje, konfiguruje i są łatwiej dostępne. Przeważnie szybkie polecenie i już masz to, czego potrzebujesz. Na Windowsie też nie jest źle, ale problemów jest więcej.
  • Linia poleceń, czyli terminal – ze względu na to skąd Mac OS się wywodzi, oczywiście jest bardziej rozbudowana i łatwiejsza. Chociaż Pshell w Windowsie nie odstaje.
  • Obsługa gestów na touch pad, daje bardziej niż radę. Co prawda potem okazało się, że wiele z nich działa tak samo w Windowsie, tylko wcześniej ich nie używałem :)!
  • Wiele desktopów – tak jak pisałem poprzednio, wymiata. Chociaż…, no właśnie, o tym za chwilę.

Czyli dało się pracować i szło to nawet dobrze. Ale…

 

The bad…

czyli kamyczki uwierające w bucie.

O kilku z nich pisałem już w poprzednim wpisie rok temu. Jak to z kamyczkami w bucie, po maratonie (a przebiegłem w tym roku dwa, to wiem co mówię :)) zaczynają uwierać tak jakby bardziej.

Brak prostych integracji i zachowań systemu, których byś oczekiwał w 2018 roku, po jakimś czasie zaczyna uwierać.

Proste rzeczy:

  • Odbierasz telefon na Skype, system mógłby wyciszyć Spotify – nie, musisz o tym pamiętać sam
  • Wyłączasz słuchawki, system mógłby wyciszyć rzeczone Spotify… Ale nie – ryknie przez głośniki.
  • Słuchasz Spotify (ale żeś się, Onyszko, czepił tego Spotify), które działa gdzieś w tle, chcesz zmienić numer, musisz się na nie przełączyć i zrobić to w aplikacji. Żadnych kontrolek wystawionych w systemie na ikonie.

Niby drobnostki, ale jednak.
Z większych rzeczy: HASŁA. To po chwili doprowadza do szału. Oczywiście to nie wina Maca, tylko tego, że pracujesz w takim środowisku, gdzie usługi nie są z Maca wprost zintegrowane. Plugin do przeglądarki poprawia sytuację.

1Password jako manager poprawia ją jeszcze bardziej. Ale tak czy inaczej – konieczność wpisywania hasła przy logowaniu w połączeniu z pewnymi “ficzerami” Maca to jest droga przez mękę.

Jeżeli pracujesz w środowisku, w którym potrzebujesz pełnego pakietu Windows – przygotuj się na maszynę wirtualną w tle przez cały czas. Inaczej się nie da. Office na Macu ssie w całości (tak Microsoft, patrzę na ciebie)!

 

The ugly…

KLAWIATURA APPLE… Powiedzieć, że to DŻOUK to mało. Żeby wsadzić do sprzętu za grube tysiące PLN/USD taki badziew, to trzeba mieć klienta naprawdę gdzieś. I to firma, która może pobierać cenę premium ze względu na swoje podejście do klienta.

KLAWIATURA w MACu 2017 to śmieć, dżouk, obraza dla producenta sprzętu, a inżyniera, który ją zaprojektował i uznał, że nadaje się dla ludzi, należy skazać do końca życia na mechaniczną maszynę do pisania, z zacinającym się mechanizmem, podłączonej przez serial do komputera. I rozliczać go z ilości linii kodu!

Pisze się na niej kiepsko (teraz piszę na klawiaturze opartej o ten sam mechanizm i tego trzeba dotknąć, żeby poczuć różnicę).

Zacina się! O tym już pisałem.

(…) Wręcz odwrotnie: po trzech dniach używania zaciął się pierwszy klawisz w klawiaturze (sic!). (…)

To wracając do haseł. Stoisz na scenie, próbujesz się zalogować przed prezentacją i czujesz już, że któryś klawisz się zaciął. I teraz nie wiesz – nie pamiętasz hasła, czy może klawisz nie działa?

Byłem w takiej sytuacji kilka razy.

W końcowym etapie, klawiatura maca losowo w pisanym tekście zaczęła wstawiać kropkę.  Czyli piszesz. I. No właśnie, nie chcesz. A ona się pojawia ta . Cały . czas . tak . sama . z . siebie. (a korektę krew zalewa)

Tak, wiem. Jest program wymiany. Co do tego: kolega z biura oddał swojego Maca, kupionego w tym samym czasie, do wymiany klawiatury. Wrócił z wymienioną:

  • klawiaturą (program wymiany)
  • baterią (nie da się wymienić klawiatury bez baterii)
  • ekranem (program wymiany)

To tyle w kwestii jakości Maca.

**** Uaktualnienie ****

Po napisaniu tego wpisu dostałem jeszcze to:

Firma Apple ustaliła, że w przypadku ograniczonej liczby dysków półprzewodnikowych (SSD) o pojemnościach 128 GB i 256 GB używanych w 13-calowych MacBookach Pro (bez paska Touch Bar) występuje problem, który może spowodować utratę danych i awarię dysku. Te komputery były sprzedawane od czerwca 2017 roku do czerwca 2018 roku.

 

Zgodnie z posiadanymi przez nas informacjami masz MacBooka Pro z dyskiem półprzewodnikowym dotkniętym tym problemem. Firma Apple wykona bezpłatnie serwis tego dysku.

 

W zasadzie taka puenta. Ale trzeba przyznać, obudowa jest oryginalna i się trzyma.

*** UAKTUALNIENIE ***

Gdyby wszystko inne działało, to klawiatura i jej działanie przysparzało takich problemów, że odstawiłbym to na bok tak czy inaczej (ale powiedziałem, że wytrzymam rok).

No to lećmy dalej. Co tak wyje???

(przy okazji – to jest tytuł genialnego kawałka)

…to było najczęstsze pytanie, jakie słyszałem, gdy ktoś wchodził do mojego pokoju. Wtedy szybko rzucałem “To tylko mój Mac” i ponownie zakładałem słuchawki.

Grzeje się, wyje i hałasuje. Oczywiście, mógłbym wyłączyć Chrome, ale to też nie zawsze pomagało. Czasami tak po prostu stojąc i nic nie robiąc, postanawiał odpalić wszystkie wentylatory. To pewnie czujnik pyłu w powietrzu.

…ten, kto wymyślił zachowanie Mac OS X po restarcie, powinien siedzieć obok inżyniera od klawiatury i przekładać mu kartki w dalekopisie. Przy restarcie OS odpala ponownie wszystkie aplikacje, które były uruchomione w chwili, gdy system się zamknął. Fajnie!

Tylko kto, i w jakim widzie, uznał, że każda uruchamiana aplikacja musi wywłaszczyć fokus systemu – czytaj, musi wyjść na wierzch i przejąć obsługę klawiatury i myszy. Efekt – po restarcie trzeba odczekać, aż wszystkie aplikacje się uruchomią, zanim zaczniesz pracować.

…ale przecież Maca się rzadko uruchamia. On działa. W zasadzie tak, chyba że się przewali ze swoim odpowiednikiem BSOD. Szczerze – miałem więcej tego typu zachowań przez ostatni rok, niż przez kilka lat na XPS. Wystarczyło podpiąć kilka urządzeń na Bluetooth i potem niech by się jedno odłączyło… – bum!

Rzeczona kropka przelała miarkę i cóż… Kupiłem Surface Booka 2.

Best of both worlds

Zanim przejdę do Surface Booka to chwilę jeszcze o wspomnianych już wcześniej desktopach. Okazało się, że w Windowsie też są, tylko działają trochę inaczej.

Po chwili przemyślenia – chciałbym, żeby działały jak połączenie tych z Maca, z tymi z Windowsa.

Mac:

  • Aplikacje są przypięte do desktopu i mogę je łatwo pomiędzy nimi przerzucać.
  • Przypięcie aplikacji do desktopu jest zapamiętane.
  • W chwili, gdy przełączam się pomiędzy desktopami, widzę aplikacje z wszystkich pulpitów.

Ten ostatni punkt powoduje, że jest trochę bałaganu przy przełączaniu się, gdy masz otwarte wiele aplikacji.

Windows 10:

  • Aplikacje są przypięte do desktopu, ale pulpity nie są zapamiętywane, więc za każdym razem musisz je ustawić od nowa.
  • Pulpity są separowane, tzn. gdy przełączam się między aplikacjami, widzę tylko te aplikacje, które mam na danym pulpicie.

To ostatnie zachowanie w przypadku Windowsa jest IMO ok, gdy chwilę z nim popracowałem. Pomaga w lepszej separacji zadań i usunięciu distractions. Nie przełączysz się na coś przypadkowo, gdy przełączasz aplikacje w ramach pulpitu “pracy”, bo aplikacje “rozrywkowe” są na innym pulpicie.

Tak więc idealnie by było, gdyby połączyć te dwa światy.

 

Zniknął Mac, niech żyje Book. Surface Book

Tak. Zapadła decyzja, że wracam na Windowsa i pytanie – XPS czy coś innego. Padło na coś innego.

Jeżeli nie mieliście ostatnio okazji dotknąć sprzętu Microsoft, to zanim rzucicie w niego obelgą lub go zignorujecie – przejdźcie się gdzieś, gdzie jest dostępny i obejrzyjcie. Nie wiem kto go projektuje, ale robi to dobrze.

Ten kto go potem produkuje, też robi to dobrze. W zasadzie od chwili, gdy otwierasz pudełko – nie ma się do czego przyczepić. Microsoft – odrobiłeś lekcję!

Surface Book jako sprzęt działa i wygląda tak, że mucha nie siada. Wszystko jest na miejscu  – klawiatura, touchpad, ekran. Zaprojektowane i działające jak trzeba.

KLAWIATURA – Apple, weź i skopiuj ją po prostu. Nie męcz się.

Nic nie trzeszczy, nic się nie zacina, nic nie wyje (bo nie ma wentylatorów). Wszystko gra tak, jak powinno.

Jeżeli chodzi o integrację sprzętu i oprogramowania – to jest bajka dla użytkownika. Serio! Microsoft odrobił lekcję Apple i na swoim sprzęcie dostarcza to samo, co Apple u siebie – JUSER IKSPIRIENS.

Wyciągasz komputer z pudełka, logujesz się do niego w trakcie setupu kontem z Azure AD. Komputer wstaje po pierwszym logowaniu skonfigurowany z twoimi aplikacjami, sieciami itp. I wita cię błyskającą ikonką Microsoft Teams, bo akurat ktoś do ciebie napisał.

Poczta jest! Dokumenty są. SSO do wszystkich usług jest!

SSO. Jeżeli nie korzystaliście z Windows Hello, to nie wiecie jak wygląda wygodne życie. Od czasu jak używam Surface book, czyli jakiś 2 miesięcy – użyłem swojego hasła do systemu tylko 3 razy (w tym raz w trakcie setupu). Otwieram, błyska czerwonym oczkiem i już jestem zalogowany.

To przekłada się też na inne usługi. Wspomniany 1Password na Windowsie ma integrację z Windows Hello. Efekt – gdy gdziekolwiek teoretycznie trzeba wpisać hasło z password managera, nie muszę tego robić – działa Windows Hello.

O integracji z wszystkimi usługami Office i Azure nie wspomnę.

Surface Book 2 to jest najlepsza maszyna, z jaką pracowałem dotąd. Hands down! Apple ze swoim designem Macbooka jak I Mac OS powinien serio spojrzeć na Microsoft i Windowsa. Gdzieś coś zaczęło im uciekać (co i tak nie wpłynie na wyniki Apple – działa zamknięcie w ekosystemie, ale w drugą stronę).

Jeżeli ktoś chce zobaczyć naprawdę ładną, lekką i dobrze zaprojektowaną maszynę, niech zerknie na Surface Laptop.

Czyli co, Mac jest zły!?

Nie, nie uważam tak. Oprócz oczywistej farsy, jaką jest jakość wykonania klawiatury i wydajność całego sprzętu vs. jego cena.

Wszystko zależy od trybu pracy i tego, do czego jesteś przyzwyczajony. Dla mnie to po prostu nie zadziałało (chociaż zastanawiam się, jak programiści piszący dużo znoszą tę klawiaturę – chyba po prostu nie wiedzą, że może być lepiej).

Przyznać trzeba, że większość sprzętu, który jest sprzedawany pod Windowsem jest hmm… daleki od ideału. Microsoft (i Dell z XPS) odstaje tutaj mocno do przodu. Myślę też, że dlatego MS decyduje się rozwijać swoją linię Surface, która (patrząc na wyniki) zaczyna się przyjmować. Wykorzystują to, z czego korzystał dotąd Apple – pełnej kontroli nad OS, sprzętem i jego integracją. W przypadku MS dochodzi jeszcze jeden element ekosystemu, którego Apple nie ma – kontrola nad usługami i ich integracją z systemem operacyjnym.

Najlepszym przykładem tej integracji jest właśnie Windows Hello, Windows 10, Azure AD i wszystkie usługi Azure i Office 365. To jest kompletny ekosystem, który po prostu działa. Gdy raz zobaczysz, jak to może działać, naprawdę trudno się przesiąść z powrotem na bardziej tradycyjny sprzęt. To po prostu wydaje się już nienaturalne i niewygodne.

Dla tych, którzy więcej pracują ze zróżnicowanym środowiskiem, używają większej ilości narzędzi cross platform itp., pewnie Mac OS będzie nadal prostszą i wygodniejszą platformą.

Podsumowuje to wypowiedź jednego ze znajomych architektów (bez nazwisk, bo bez autoryzacji):

(…)  Już wiem czemu tego nie odczuwam. Mam drugiego pcta (…)

Jeżeli ktoś jednak rzuca, że MS to badziew bez spojrzenia i dotknięcia obecnego sprzętu MS, to oznacza, że po prostu zakopał się w swojej norce i nie widzi, że świat się zmienił. IMO jak tak dalej pójdzie, to w kwestii laptopa Apple będzie miało zdrową konkurencję (lub odpuści sobie konkurencję w dziedzinie laptopów).

Ja zostaję na tę chwilę na Surface Book. Wygląda na to, że pewnie nawet dłużej niż rok.

P.S. Jako że poprzedni wpis zakończyłem uwagą na temat myszy, to teraz też dołożę. MS zrobił prezent (w przenośni, to nie jest blog, za który spływałyby dary losu) w postaci nowej wersji jednej z moich pierwszych myszy tylko, że na Bluetooth. Jeżeli chcecie dobrą mysz – polecam! Dawno nie miałem lepszego sprzętu.

 

Wyzwanie dla inżynierów Apple: Zbuduj mysz, którą się da używać w trakcie ładowania. 3,2,1 … Start!

 

Zdjęcie główne: https://www.flickr.com/photos/mawari/ (cc)

About Author

9 Comments

  1. Myślałem, że tylko ja mam takie problemy z tym modelem. Ja staram się pracować po RDP na ‘swoim Windowsie’ bo odpalając virtualkę lokalnie koniecznie muszę mieć założone słuchawki 🙂 Z klawiaturą nie doznałem tego problemu, co Ty, ale widziałem na własne oczy na jednym ze szkoleń, jak nie mogłeś zalogować się do systemu.
    Zastanawia mnie kwestia touch pada w SB2? Jeżeli jest niemal tak dobry jak w MacBook’u to będe myślał o zmianie. Zgodzę się z Twoją myślą o Windows Hello – ułatwia życie 😉

    • Tomasz Onyszko on

      Tak – niestety zdarzyło mi się kilka razy walczyć z klawiaturą publicznie. Touch pad jest dobry – myślę, że głównie tutaj jest kwestia tego, że ludzie na Win nie mają przyzwyczajniea z korzystania z touchpad.

  2. Wojtek Szczepucha on

    To prawda, model 2017 jest po prostu niewypałem, wszystko o czym pisałeś, klawiatura, wyjące chłodzenie, wszystko to gorzka prawda. Ponoć poprawili się w tym roku, klawiatura wydaje się, że klawiatura wróciła do dobrych czasów z wersji Air. Zobaczymy.

  3. Od kilku tygodni mam Surface booka 2 i muszę powiedzieć że to jeden z najlepszych, jeżeli nie najlepszy, z laptopów na jakim miałem przyjemność pracować. Jedyne do czego można się przyczepić to cena, która robi wrażenie 🙂 . Ale komfort pracy to rekompensuje.

    • Tomasz Onyszko on

      Super, ja tez jestem bardzo zadowolony i kilka osób w firmie też. Nadal cenię sobie swojego starego Della XPS (rock!) ale SB jest naprawdę dobrą maszyną. Klawiatura jest super!

  4. “KLAWIATURA w MACu 2017 to śmieć, dżouk, obraza dla producenta sprzętu, a inżyniera, który ją zaprojektował i uznał, że nadaje się dla ludzi, należy skazać do końca życia na mechaniczną maszynę do pisania, z zacinającym się mechanizmem, podłączonej przez serial do komputera. I rozliczać go z ilości linii kodu!”
    opisałeś właśnie wszystkie laptopowe protezy klawiatur, w laptopie nie da się umieścić klawiatury i tyle, dlatego (między innymi) laptop zawsze zostanie protezą

    nie, ms nie robi dobrze urządzeń, w tak małej obudowie nie da się zamknąć sprzętu wartego taką kasę, fizyka to zimna (a w tym wypadku gorąca) suka i tego nie przeskoczysz

    • A nie wiem :). Używam laptopów jako głównego komputera już od 15 lat ponad więc pewnie zapomniałem :). Co nie zmienia faktu że klawiatura w SBPro2 jak na śmieć daje radę.

      • po dłuższym czasie do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, tak do niskiej wydajności, hałasu jak i dziwacznego i ciągle zmieniającego się układu trudnych do wyczucia płytek w laptopowych “klawiaturach”
        to jedna sprawa
        ale gdy widzę netbooka ze źle schłodzonym (jednocześnie hamowanym przez temperatury ale i zmuszającym układ chłodzenia do pracy na najwyższych obrotach i emisji nieznośnego hałasu) core u kosztującego w okolicy 10k to coś mnie skręca
        core u to świetne procesory… dla najmniej wymagających użytkowników, nałożone na nie limity doskonale by zapobiegały wykorzystaniu tanich urządzeń genialnie sprawdzających się przy powolnym przeglądaniu sieci do pracy wymagającej stałego dostępu do dużej mocy obliczeniowej, ale do urządzeń premium się kompletnie nie nadają
        zwłaszcza nowe, “wydajniejsze”, posiadające więcej rdzeni i potrzebujące w stresie 45-60W (a więc przeskakując nieistniejącą już serię M i wyrównując, a nawet przekraczając oficjalne TDP serii H) mimo TDP ustalonego na 15

Leave A Reply

Share This

Share This

Share this post with your friends!