O prywatności już było. Nie ma JEJ. Była. Powstał Internet, zmyła się.
Drastycznie brzmi, ale jednak coś w tym jest.

Nic mogę się powstrzymać, żeby znów się nie wypowiedzieć na ten temat :).

Tym razem za przyczyną prostego tweeta jednego z pracowników obsługujących sołszal midia w Netfliksie.

A o co poszło!?  BUM!

 

W zasadzie nic takiego. Nawet nie wiem, co to za film ten Christmas Prince (5.8/10 na IMDB, dobrze nie jest).

Tylko za przeproszeniem: NIC NETFLIKSOWI DO TEGO, KTO TO OGLĄDA I DLACZEGO!

Naiwny nie jestem. Wiem, że zbierają te dane. Wiem, że je analizują. W końcu znani są z tego, że opracowali dobry mechanizm rekomendacji (IMO nie taki znowu dobry, ale niech im będzie).

Pytanie, kto ma do tego dostęp i w jakim celu tych informacji używa. Miały być heheszki, a chyba niezbyt dobrze wyszło.

Dlaczego? Bo rodzi się pytanie: kto i do jakich danych o nas ma tam dostęp? Jeżeli ktoś, kto obsługuje Twittera, widzi takie dane zagregowane, to do jakich innych danych jeszcze ma dostęp?

Czy wie, gdzie ci ludzie mieszkają?

Czy zna ich dane demograficzne?

Czy może ich sprofilować na podstawie innych danych?

Oczywiście możemy im zaufać, że tego nie robią, ale przypadek Ubera już pokazał, że firmy mają wewnętrznie dosyć mocno rozluźnione podejście do tych danych.

Tu i ówdzie pojawiły się jednak doniesienia, że może nie do końca w oficjalnych kanałach i działaniach, ale jednak pracownicy mają bezpośredni dostęp do danych użytkowników.

Akurat w tym przypadku użytkownik był zadowolony.

Niestety, takie zachowania mogą być użyte również w mniej szczytnych celach: np. Facebook został przyłapany na tym, że umożliwiał targetowanie reklam na młodych użytkowników w dołku.

Zdecydowanie NIE JEST TO MIŁE.

Z drugiej strony, Facebook używa tego podejścia również do wykrywania postów, które mogą wskazywać na myśli samobójcze.
W tym przypadku, wykrywanie tego typu postów zajmuje się AI (czyli powiedzmy wprost – algorytm), a nie ludzie, jednak to pokazuje, jaką odpowiedzialność biorą na siebie te firmy, posiadając dostęp do tego typu danych.

Jak żyć?!

Tak, banki wiedzą wszystko o moich transakcjach. Netflix wie, co oglądam. Spotify zna to, czego słucham. Google wie, o czym piszę ja i co piszą moi znajomi, o ile przechodzi to przez googlowe konto.

Facebook wie wszystko. No, powiedzmy “wszystko”.

Z tą wiedzą przychodzi odpowiedzialność za to, jak te dane będą używane i udostępniane. Kto będzie miał do nich dostęp? Jak są przechowywane?

Na ogólnoświatowe regulacje dot. dostępu do danych nie ma co liczyć.

Może się okazać, że obecny straszak każdego CIO I CSO czyli RODO (czy ogólniej GDPR) może w tym zakresie dać nam jakiś sposób na walczenie “o swoje”.  Może być argumentem (owo RODO) do przekonanie dostawców technologii, że może jednak warto zadbać o to, jak i gdzie naszymi danymi się posługują.

A jak będzie? Zobaczymy.

PS. Na koniec pytanie do czytelników, choć może być to mało reprezentatywna próba :): czy stosujecie jakieś kroki w celu zapewnienia sobie anonimowości w sieci, tak zwany SecOps?

I czy opis, jak do tego można podejść, byłby dla was interesujący? Chyba, że czytaliście już Mitnicka :).

Obrazek główny: pberry on VisualHunt / CC BY-NC

About Author

Leave A Reply

Share This

Share This

Share this post with your friends!