Piekło zamarza (swoją drogą, czy to oznacza, że w niebie jest lodowato? 🙂 ), planety układają się w skomplikowane konstelacje, a świat stoi na krawędzi.

Czas na COMING OUT! Mój wielki akt odwagi.

UWAGA: mam Maca! I to jako jedyny komputer (chociaż to raczej obiekt kultu niż komputer). I jak to śpiewała artystka Kate Perry: I liked it!

Dlaczego Tomaszu, dlaczego!?

Dlaczegoś to uczynił? Tyle lat z Windowsami… Microsoft w ciebie inwestował (hehe). A ty nagle nóż w plecy, piach w oczy i wodę na młyn?!

(fantastyczna ilustracja by Kuba Rutkowski via Facebook 🙂 ) 

Już wyjaśniam.

Zdania nie zmieniłem. Apple robi mocno “przepłacany” sprzęt (jeśli chodzi o jego możliwości) i traci na znaczeniu w dłuższej perspektywie.

Da się kupić za takie same pieniądze sprzęt lepszy – jeśli chodzi o parametry i – nawet bym zaryzykował – jeżeli chodzi o jakość. Jak przyłożyłem swojego 3-letniego XPSa do MBP, to żałość straszna. Duże to, rozdzielczość ekranu ma mniejszą i takie jakieś…, no inne.

Nie olśniła mnie nagle jakość Maca. Wręcz odwrotnie: po trzech dniach używania zaciął się pierwszy klawisz w klawiaturze (sic!). W komputerze za grube X tysięcy PLN! I to nie jest wyjątek. U kolegów, którzy używają tychże – jest tak samo.

Siedziałem na spotkaniu z klientem i jeden z jego pracowników używał Mac’a do pracy z Azure. I robił to   SZYBKO. Ale to BARDZO SZYBKO!

Pomyślałem wtedy: “Hmm, nie dałbym rady tak na Windowsie… Może by tak?”

I tak myśl zakiełkowała i raczej szybko przyniosła plon.

Zadanie było proste: zmień platformę i wybij swój mózg z ustalonych ścieżek

 

To wszystko przez wielokropek…

To wszystko prawda. I nawet brzmi rozsądnie. Ale powiedzmy sobie prawdę. Za często używam wielokropka (korekta wycina połowę).

I fakt, że Mac OS ma wbudowany skrót do tego  … … … … … … …  … … … … … …  … … … … … … … … … …  OSOM!

 

The bad… No dobrze, nie wszystko wielokropkiem, co się świeci.

Pierwsze wrażenia były takie: sprzęt – ej, fajny, ale… (znowu, ten skrót), XPS dużo nie odstaje. I ma ponad 3 lata. Ej, ekran ma lepszy. Fakt, kamerę ma w takim miejscu, że nikt tam nie zagląda, ale jednak.

Prawda jest, że dla zwykłego użytkownika Mac OS działa jak złoto. Wszystko dzieje się automagicznie, łatwo i po prostu działa.

Podłączenie do WiFi… Whoohoo! Podłączenie drukarki… Click i jest.

W międzyczasie okazało się, że zamienię jednego Maca na drugiego. Backup, restore w trakcie instalacji i ups… to działa!

Z drugiej strony jest tyle rzeczy, o jakich nie musiałem pamiętać jako użytkownik Windowsa, a które muszę robić teraz na Mac OS.

Narzekasz na UAC w Windowsie? Poczekaj, aż przejdziesz na Maca. Hasło będziesz musiał wpisywać tyle razy, że aż cię będzie skręcać.

Proste rzeczy w OS, takie malutkie: tray, w którym możesz schować ikony w pasku, skróty klawiszy do obsługi okien. Zapomnij – musisz ściągnąć dodatkowe oprogramowanie, które to robi.  Albo jest w AppStore, albo ściągasz je z sieci. Nie ma reguły. Tak jak w czasach Windows XP albo nawet wcześniej – search, software, download, install.

Uważasz, że Windows nie jest konsekwentny jako OS? Poczekaj na skróty klawiszowe w Mac OS. Różne aplikacje nakładają na siebie skróty klawiszowe. Chcesz to uporządkować… Tak, zgadałeś, ściągnij software, który pozwoli ci je przedefiniować.

Nie narzekam. Po prostu stwierdzam fakt. Tak to wygląda. Jak już to wszystko doinstalowałem, to pomyślałem – Acha, czas na backup, jak to wszystko się rozwali, to będę musiał instalować to ponownie!

Szczerze. Nie miałem takiej myśli od czasu, kiedy wyszedł Windows 10 (ale to temat na osobny wpis).

The ugly… Przychodzisz ze świata Microsoftu, przygotuj się na brak integracji.

Jeżeli przychodzisz do Mac World ze świata Windowsa tak jak ja, a w szczególności ze świata Windows 10 + Azure AD, przygotuj się na szok poznawczy.

Logowanie do systemu!

Hej, musisz znać swoje hasło. Rili!!!

Serio – nie znam swojego hasła do Azure AD. Co gorsze, nie uważam, że powinienem je znać. O zgrozo, mam nadzieję, że Microsoft zrobi to, co obiecuje i uwolni mnie od niego w przyszłym roku.

I tutaj wchodzi Mac OS.

OK, nie oczekuję, że będę mógł logować się do niego w ten sam sposób jak w Windows 10 (chociaż, byłoby miło). Jednak ilość miejsc, w których muszę pamiętać o zalogowaniu / wylogowaniu się z systemu jest naprawdę duża.

Wylogujesz się ze swojego  konta iTunes. Super, teraz idź do wszystkich pozostałych iAplikacji i z każdej z nich wyloguj się osobno. Czasami zachodzi nawet potrzeba dodatkowego usunięcia konta.

I uwierzcie mi. Tych kont i miejsc, w których musicie to zrobić, jest naprawdę dużo. Nie wierzycie mi? Spróbujcie wylogować się ze wszystkich miejsc i usług w Macu.

Jeśli więc chodzi o integrację OS + usługi – Windows i Microsoft wygrywa przez KO!

 

The real ugly… Oprogramowanie Microsoftu dla Maca.

Tak jak integracja w Win10 z usługami dostawcy OS rozbija Mac OS na strzępy, tak samo oprogramowanie Microsoftu na Mac OS mówiąc delikatnie “nie powala”. Nie będę delikatny. SSIE!

Wyszukiwanie w Outlook. To chyba jakiś żart! OK – Spotlight stara się zrobić co może, ale dużo też nie może. Działa, ale to nie jest to samo co Outlook na Windowsie.

OneNote! Ustalmy – OneNote jest jednym z produktów MS, który naprawdę się im udał.
Team OneNote dla Mac OS postanowił jednak udowodnić, że  Microsoft potrafi zrobić wersję swojego software dla innego OS, która do niczego się nie nadaje:

  • Nawigacja, która jest kompletnie inna od nawigacji w wersji na Windowsa.
  • Brak podświetlania zmian (Wh00T!) w notatkach.
  • Brak możliwości wyeksportowania jednej strony lub całego notatnika do formatu ON!

W zasadzie wszystkiego, co chciałbym normalnie zrobić w OneNote – NIE DA SIĘ!

Wiem, to nie Apple. Ale nie rozmawiamy o jakości Apple’a, ale o przejściu z Windowsa na Mac OS.

Listę można by kontynuować.  Word, Excel… (ach, ten skrót!), w każdym z nich pozornie proste rzeczy trzeba znaleźć ponownie, dodać własny skrót albo wyciągnąć coś do menu.

Czy ja powiedziałem skrót? Właśnie. Skróty klawiszowe, których się muszę nauczyć od nowa, a które nie są spójne pomiędzy aplikacjami, to kolejna zmora (ale o tym już chyba wspomniałem 🙂 ).

Po co więc to robisz Tomaszu!?

Dlaczego tak cierpisz? Po co to znosisz? Dlaczego nie odłożysz tego okropnie drogiego MBP i nie wrócisz do swojego  3-letniego XPS, który leży się i kurzy?

DlaczegoCzyżbyś się sprzedał? Komercja? Dary losu?

Ano właśnie. Oprócz samego pomysłu “spróbujmy przez rok” nagle się okazało, że całość jest w miarę “przyjemna”.

Sposób, w jaki mogę się przełączać pomiędzy różnymi rzeczami i aplikacjami, naprawdę powoduje, że pracuję szybciej.

Po chwili dostosowania okazuje się, że w zasadzie wszystko działa (backup).

Wiele “pulpitów”. OMFG!  Windowsie, dlaczego nie możesz tego zrobić w ten sam sposób!? (znam odpowiedź, ale przecież mogę sobie pozrzędzić 🙂 )

W tym tygodniu miałem prezentację. Podłączyłem Maca do kabla, wszystko zadziałało, nie musiałem nic robić i… no właśnie. Wszystko po prostu działało.

Tak. Wiem teraz, co cenią sobie ludzie w sprzęcie i oprogramowaniu Apple.

 

Produktywność!

Jeżeli dojdziemy do tematu produktywności lub mówiąc prościej tego, jak szybko jestem w stanie wykonywać swoje zadania, to odpowiedź jest jedna.

W tej chwili, dla człowieka, który przesiadł się z Windowsa na Mac OS, a który większość czasu pracuje z rozwiązaniami Microsoftu, jest GORZEJ!

Zdjęcie: mamnaimie piotr via Visual hunt / CC BY

Ale nie jest źle. Wymagało to trochę ustawień, doinstalowania oprogramowania, pluginu do Chrome i Parallers Desktop.  Zrobienie wydawałoby się prostych rzeczy zajmuje mi czasami o wiele więcej czasu.

Czasami muszę wykonywać niepotrzebne operacje, czasem – uruchomić maszynę z Windows 10 (Parallels Desktop rocks!, ich cena, sucks! diklajmer; dostałem licencję na rok jako MVP, produkt jest naprawdę dobry).

Czasami muszę uruchomić przeglądarkę i zapytać Google’a, jak coś się robi (upokorzenie++).

Ogólnie jednak wychodzi to przynajmniej neutralnie. Może w przyszłości zmieni się na pozytywnie.

Rekompensuje to kilka rzeczy w samym systemie:

  1. Przełączanie się pomiędzy aplikacjami itp.
  2. Wiele “pulpitów”.
  3. Brak potrzeby myślenia o takich rzeczach, jak “to jak teraz ustawić ekrany, żeby wszystko się dobrze wyświetlało w trakcie prezentacji”.
  4. Narzędzia programistyczne i środowiska dostępne dla nich w prosty sposób.

 

Podsumowując:

Eksperyment będzie trwał. Na tę chwilę nie ma nic, co by blokowało moją pracę. Te rzeczy, które powodują problemy, to przeważnie różnice pomiędzy oprogramowaniem na Windowsa i na Maca. Lekcja do odrobienia dla Microsoftu.

To, czego mi na pewno będzie brakowało, a co może przesądzić kiedyś o powrocie do Windowsa – to kwestie integracji i bezpieczeństwa.

Microsoft robi fantastyczną robotę, jeżeli chodzi o integrację OS z usługami w chmurze i wsparcia mechanizmów związanych z bezpieczeństwem.

W przyszłym roku konta związane z Azure AD dostaną możliwość logowania bez haseł, tak jak w tej chwili konta Microsoft Accounts. Pod koniec roku zapowiedziane jest wsparcie dla logowania z użyciem urządzeń zgodnych z FIDO, takich jak YubiKey (ale też innych urządzeń tego typu).

Użytkownicy Apple’a i Mac OS będą tego typu mechanizmów pozbawieni. Zapewnienie ich nie jest w interesie ani Microsoftu ani Google’a – każdy z tych dostawców buduje swój własny ekosystem usług.

Apple nie zbliża się nawet do tych firm, jeżeli chodzi o dostarczenie tego typu usługi. Apple dostarcza sprzęt z OS, a inni dostawcy nie czerpią benefitów z “głębokiej” integracji swoich rozwiązań z tą platformą.

O ile Apple ma jakiś udział w rynku i ich software znajduje zwolenników (patrzę w lustro z ukosa), w długim okresie czasu może dla nich zabraknąć miejsca przy torcie użytkowników, korzystających z usług innych dostawców.

Nadal da się z nich korzystać, ale będzie brakowało niektórych elementów. O ile Apple nie zwiększy znacząco swojego udziału  w tym rynku do poziomu, na którym Google i Microsoft (kolejność alfabetyczna) będą musiały się pochylić nad Mac OS (a to może się wydarzyć), ta dziura się będzie pogłębiać.

Zobaczymy!

A jak skończył się ten eksperyment… Zapraszam na bloga za rok!

(BTW – klawisz, który się “zablokował”, jak się zablokował, tak i się “zwolnił” :).  Magia!

Mały dodatek

Kupując MacBooka nie zakupiłem myszy. Myślałem, że będę korzystał z tej, którą mam. Podstępny Apple zrobił jednak jedną rzecz, której nie przewidziałem – ich wsparcie dla gestów w systemie jest OSOM!

Przełamałem się, dokupiłem mysz. Co mogę powiedzieć, najmniej ergonomiczna mysz jaką posiadałem, ale w połączeniu z całością – DZIAŁA!

Tuż po tym jak ją odpakowałem, na Facebook odbyłem małą rozmowę w temacie jej projektu i funkcjonalności:

Naprawdę! Dostarczają ją z kablem USB! Nowy MBP nie ma złączy USB!

Firma skalkulowała, że przez jej wybory co do sprzętu, każdy i tak będzie musiał zakupić przejściówkę i to jest wkalkulowane w cały model biznesowy.

Zdjęcie główne: Piyushgiri Revagar via Visual hunt / CC BY-NC-ND

About Author

17 Comments

  1. Jedna z fajniejszych historii przejścia jaką czytałem. Chętnie przeczytam podsumowanie po roku. Fajnie poczytać, że ktoś porównuje dwa systemy bez chęci udowadniania wyższości jednego nad drugim. Mimo, że ocena zawsze jest subiektywna, argumentami i trafnymi porównaniami dajesz miejsce na interpretację czytelnikom.

    • Tomasz Onyszko on

      Heh – nawet nie miałem zamiaru porównywać dwóch systemów, bardziej wrażenia z przejścia i trochę przemyśleń. Po dwóch tygodniach mogę powiedzieć, że przynajmniej dla mnie daje radę w tym co robię. Trochę jeszcze muszę posiedzieć nad środowiskiem dev (tak, czasami coś tam dłubię).

      Wyższość jednego nad drugim skończyła się na Kill’em all 🙂

      • Wiem, że nie porównujesz, ale jednak Windows jest jakimś punktem odniesienia. Bardziej mi chodzi o styl przekazu, potrafisz wskazać gdzie coś jest lepsze/gorsze, ale bez wydawania wyroków. Coś tak oczywistego, jak porównanie 2 narzędzi do pracy bez zbędnej emocji i na spokojnie. Wbrew pozorom, rzadka cecha wśród publikujących. To własnie miałem na myśli pisząc komentarz.

  2. “Siedziałem na spotkaniu z klientem i jeden z jego pracowników używał Mac’a do pracy z Azure. I robił to SZYBKO. Ale to BARDZO SZYBKO!
    Pomyślałem wtedy: “Hmm, nie dałbym rady tak na Windowsie… Może by tak?””

    tak z ciekawości – co takiego ten magik robił a nie da się tak na Windows?

    • Nic magicznego – jakieś VS COde, linie poleceń, telekonferencja. Bardziej chodziło o sposób pracy związany z przełączaniem się między zadaniami, skróty itp.

      Wszystko to da się zrobić na Windows – pewnie tak samo szybko. Ale jak napisałem – tez chciałem coś zmienić.

      Windows nadal używam tylko w VM

  3. Tomek 'tnt0' Lipinski on

    Pierwsze logowanie jest hasłem, ale odblokowywanie ekranu i podawanie poświadczeń przy instalacji masz przez Touch ID 🙂

    Używaj tylko Safari znacznie wydłuża czas pracy na baterii, a myszka do Maca to pomyka 🙂

    • Nie mam TouchId, sorry ale po uzywaniu touch screen na windows touchid jest żałosną imitacją :).

      Tak, chrome ubijam jak jestem ma baterii i potrzebuje dłuższego czasu pracy 🙂

  4. Bardzo dobry i ciekawy artykuł. Sam noszę się z zamiarem przejścia na Maca. Po tym artykule jestem jeszcze bardziej sceptyczny. Niestety, a może stety pracuję głównie na rozwiązaniach Microsoftu, a z tym chyba jest największy problem na Macu… (póki co trzy kropki bez skrótu) 🙂

    • Tomasz Onyszko on

      O ile nie przeszkadza Ci to, że aplikacje będą w maszynie wirtualnej – przynajmniej jeżeli chodzi o takie jak Outlook czy OneNote, nie będziesz miał problemu. Dla mnie największy problem to OneNote

  5. Jedyne co mnie trzyma przy Win to lęk, że nie będę w stanie czegoś zrobić w miarę rozsądnym czasie…

    Jak wygląda sprawa dostępności w Mac OS narzędzi typu “TextCrawler”, “Bulk Rename Utility”, PUTTy…? Wiesz, takich dziwnych narzędzi które robią coś dziwnego ale czasem bardzo pożytecznego? Bo na Windowsa jest multum takich “pierdółek” bez których nie wyobrażam sobie życia.

    Czy Mac OS ma coś w rodzaju Task Managera i czy można do niego podpinać coś a’la skrypty .bat?

    Czy dam radę zrobić wszystko w Visual Studio (C#, .NET i te sprawy) tak jak na Windowsie?

    BTW, świetnie napisany artykuł!

    • Tomasz Onyszko on

      Hej

      AKurat te lęki to bym odrzucił. Może sie okazać, że robisz to inaczej, da się prościej na przykład w zwykłym shell to zrobić itp. W większości z narzędziami nie ma problemu a jak coś istniej tylko w Windows to uruchamiasz to w maszynie wirtualnej (tak mam z Visio czy Project).

      Jakby co to jest shell i PowerShell (no, core 🙂 ).

      Tak, ma coś w styli Task managera i ma pod spodem pełen system Unix, można sobie automatyzować zadania ip.

      Co do Visual Studio – masz Visual Studio na Mac ale nie korzsytałem (szczerze powiem, może Gutek lub inni się mogą wypowiedzieć), ja w tej chwili na mac korzystamz . z VS Code ale też nie koduję dużo na codzień. dużych projektów.

      Jeżeli chodzi o .NET to wprost na MAc masz . .net core, – pełne VS masz dostepne przez maszynę wirtualną.

      I tutaj jedno – integracja maszyny z Mac OS, przynajmniej w przypadku parallels jest ŚWIETNA!!!

      Dla developera, w szczególności takiego, który pracuje z chmurką to wg mnie MAc daje radę :).

      Dzięki za opinię o artykule. Doceniam!

    • Jako że długo sam pracowałem na VS na MBP to się wypowiem (przynajmniej nie będzie, że “nie znam się to się wypowiem” :)).

      Moja konfiguracja to MBP 13″ Late 2013 z 8GB. 250 GB jeśli chodzi o dysk z rodzaju SSD. To jak działałem z C# i .NET to robiłem to z pomocą Parallels gdzie miałem zainstalowanego Win10 z VS 2015. Na samą wirtualkę miałem chyba 3 core’y i 4 GB. To tyle jeśli chodzi o sam config.

      Na początku czułem się jak “młody bóg” czy DiCaprio stojący na dziobie Titanica – no po prostu król świata. Gesty z MacOS i sam touchpad są super a do tego możliwość pisania w najlepszym IDE czyli VS (serio)! No po prostu miód i orzeszki. Oczywiście MacOS nie jest bez wad i np. Finder to jakaś porażka dla kogoś kto zwykle przyzwyczajony jest do Total Commandera czy chociażby Exploratora. Sama praca była ok – na początku nie zauważa się w zasadzie żadnych problemów z taką konfiguracją czy działaniem zarówno w MacOS czy wirtualce. Sam windows był widoczny jako osobny desktop gdzie jednym zwinnym ruchem można było przeskoczyć pomiędzy OS. Jest też inan wersja działania, gdzie okienka windowsowe są widoczne tak jakby były to aplikacje MacOS -> nie używałem.

      Niestety taka bajka nie trwała wiecznie. I niestety nie było i żyli długo i szczęśliwie (choć nie powiem kilka lat tak działałem). Niestety stały się dwie rzeczy. Windows, podobnie jak to opisuje ludzkość Agent Smith w Matrixie, potrafi zająć całą dostępną mu przestrzeń a i tak mu mało. Roznosi się jak wirus. Miejsce, które było potrzebne do trzymania tego rosło i rosło i wkrótce obraz maszyny zajmował ponad 130 GB czyli więcej miałem Windy na Macu niż MacOSa :). Musiałem zmieniać rozmiar obrazu i dawać mu więcej i więcej aby mógł działać. Z tym (chyba) związane była także powolna degradacja szybkości działania Windowsa a głównie samego VS. Z czasem czułem, że więcej czekam na coś aż się zrobi (w VS) niż faktycznie coś robię (ale tutaj też uwaga – solucje w VS, były dość sporawe – nie jakieś tame Hello World). Taki efekt, że piszę coś na klawiaturze a potem czekam naście sekund i widzę w zwolnionym tempie aż literki się pojawiały jak w demach z lat 90tych :). Trochę walczyłem z tym, próbowałem czyścić miejsce na dysku aby mieć trochę więcej dla Windy (dla pagefile.sys etc.) ale średnio to dawało jakiś wielce zauważalny efekt (jakiś był co przedłużało agonię).

      Może pomógłby jakiś reinstall Windy w wirtualce, ale jakoś nie chciało mi się tego robić. Może warto było robić sobie snapshota(-y) czy zapisywać stan Windowsa i móc je odtwarzać w razie potrzeby.

      Tak jeszcze gwoli ścisłości to i sam Parallels trochę mi tutaj krwi napsuł powodując przy jakimś updajcie totalny zwis systemu (MacOS), że aż potrzebna była reakcja fachowca. Jednorazowy przypadek ale warty odnotowania. Koszt naprawy to tydzień i 100 zł (serio :]).

      Tak więc nadszedł kiedyś ten dzień, że poczułem się jak Obi-Wan Kenobi. Poczułem wielkie wahnięcie mocy – tak jakby 130 giga bajtów danych krzyknęło z przerażenia i równie szybko zamilkło. A może bardziej jak Tarkin? W końcu rozkaz było mój. Tak czy inaczej obraz Windowsa został skasowany i odzyskałem 130 GB miejsca. Koniec. The end.

      Nigdy nie używałem dual boot’a – więc tutaj się nie wypowiem – pewnie jest lepiej, ale to wtedy jakby mieć dwa osobne systemy.

      Obecnie używam (hobbistycznie) VS for Mac – https://www.visualstudio.com/pl/vs/mac/ – nie napiszę, że ma podobne możliwości co VS bo nie ma. Nie powiem też, że jest wolne bez wad bo nie jest. Mogę napisać jednak, że dość mocno i często aktualizowane i rozwijane jest więc na pewno chcą to jakoś ciągnąć.

      No i jest też .net core z VS Code (nie wiem, nie trawię go – już wolę Sublime’a), który chyba ma wszystko co potrzebujesz jeśli to co tworzysz to ASP.NET’y czy aplikacje konsolowe. Tutaj chyba największy potencjał widzę jeśli chodzi o współpracę na polu macOS i .net/C#.

      Co do TaskManager’a to ma – też jakiś taki ubogi. Co do skryptowania to jest to przecież Unix więc skrypt na pewno napiszesz – choć nie .bat 😉

      Mam nadzieję, że trochę pomogłem 🙂

    • Hej,

      Wszystko pewnie będziesz robił ciut inaczej i być może nie z poziomu UI, ale jesteś w stanie zrobić tyle samo albo i więcej w tym samym czasie. Mac OS jako, że ma przodka UNIXa, to rzeczy, które robi TextCrawler, Bulk Rename czy Putty ma wbudowane w siebie (sed, bash, ssh są dostępne z konsoli). Nie wiem, czy powstały UIowe nakładki na takie operacje, pewnie tak.

      Nie do końca wiem, co można podpiąć do Activity Monitora (odpowiednik Task Managera), ale znowu, wszystkie procesy dostępne są z poziomu basha, czy innego shella, którego używasz, więc jesteś w stanie zuatomatyzować dużo.

      Jeśli chcesz używać oryginalnego VS (nie VS Code albo VS for Mac), to czeka Cię praca na maszynie wirtualnej, która jest przyjemna wtedy, gdy masz dość mocną maszynę (ja myślę, że 16GB RAMu i 512GB SSD się tutaj przydaje). Paweł Łukasik z poprzedniego wpisu się trochę przejechał na Macbook Air z 8GB RAMu. Ja z kolei mam 256 SSD i marzę czasami o 512 (mam dysk zewnętrzny na Thunderbolta, ale to ciut mniej wygodne).

      Z kolei maszyna wirtualna zarówno na VMWare Fusion, jak i Parallels Desktop działa bardzo fajnie. Pracowałem na obu, obecnie Parallels Desktop i oba mogę swobodnie polecić.

      Ja to się zastanawiam w inną stronę, jak tu sprawić, żebym nie musiał odpalać Windowsa, który mnie spowalnia 😉

  6. Ja nie dałem rady
    Brak opcji nawigacji klawaiturą gdziekolwiek
    NIe działa wszystko hop siup bo trzeba do wszystkie mieć przejściówkę.
    Niemal każdy software do nawet najmniejszych rzezy jest płatny.
    Apple ostatnio produkuje coraz to lepsze buble jak wspomniana mysz czy brak “”normalnych portów”
    Jak dla mnie produkt dla użytkowników polegających na klikaniu przez cały dzień.
    Wiadamo że jest masa plusów lecz już wolę pracować na Compaq M700 🙂

    • Tomasz Onyszko on

      Aż tak tragicznie to chyba nie jest – miliony developerów nie mogą się aż tak mylić :).

      BTW – w terminalu się da nawigować wszędzie klawiaturą 🙂

Leave A Reply

Share This

Share This

Share this post with your friends!