Nie ukrywajmy – jestem geekiem. Inaczej – może nie jestem geekiem, ale spędziłem w życiu dużo czasu przy komputerach. Geek to trochę wyższy poziom.

Uderzając w nostalgiczny ton – miałem 8-bitowca (żeby było śmieszniej – pierwszy komputer, z którym się zetknąłem i pracowałem to był PCt. Dopiero potem spotkałem się z klasyką domowych 8-bitów). Jak każdy pewnie. Krótko, bo krótko, ale miałem. I co można było z nim zrobić? Jupii!!! GRAĆ!

Grało się w różne rzeczy, ale są takie, które się pamięta, bo były PIERWSZE. Jedna z pierwszych gier, w jakie grałem na swoich 8-bitach, to POLE POSITION. Albo taki TEST DRIVE czy ROAD RACE!

Pole Position

Co to były za emocje! Jazda po torze. Wyprzedzanie. Ryzykowne manewry w rozdzielczości grubych pikseli. To było to! Adrenalina tłoczona strumieniami. Joysticki pękały (kto teraz wie, co to joystick?). Chyba, że był to Matt z Polski – ten wytrzymywał wszystko.

Joystick matt

I skąd ta nostalgia nagła i powrót myślami do gry sprzed lat? Starość? Skądże – ostatnio po prostu zauważyłem, ze jestem częścią większej społeczności. Ludzi, którzy wychowali się na grach, polegających na ściganiu się na torach, rozbijających kolejnych przeciwników albo siebie. Niestrudzenie wracający na tor po kolejnej kraksie. Gaz i do przodu.

Tyle, że nie wszyscy zauważyli, że już nie są na torze w 8-bitach. Tylko na drodze.

POLE POSITION tylko na żywo

Z różnych powodów ostatnio trochę więcej jeżdżę po kraju. To przy okazji pozwala mi dostrzec, jak wiele się zmieniło. Nie wchodząc w kwestie polityczne: kto?, za czyje? itp. – naprawdę wiele się zmieniło.

To co się nie zmieniło, to nabyte zapewne w POLE POSTION lub czymś podobnym – przekonanie o ponadprzeciętnych umijętnościach sporej części rodaków.

Ot kilka typowych przejawów tegoż, jakie zaobserwowałem na polskich autostradach i ekspresówkach:

Łoś

Mój osobisty numer #1 – gra w odwróconego łosia. Słyszeliście kiedyś o teście łosia? Czyli o tym, co się dzieje z autem i jak kierowca reaguje, gdy nagle na drogę wychodzi mu łoś.

2796923683_043d2805c1_z

Photo credit: kevin dooley via Visualhunt / CC BY

Tu postępujemy podobnie: jedziemy prawym pasie na autostradzie i spokojnie czekamy na następnego gracza. Toczymy się leniwie za ciężarówką lub innym pojazdem.
W chwili gdy nadjeżdża drugi gracz, wyjeżdżamy na lewy pas i spokojnie, bez większego pośpiechu wyprzedzamy pojazd, za którym dotąd jechaliśmy. Ważne jest kilka rzeczy:

  1. Nie przyśpieszamy, bo skończenie tego manewru za szybko świadczy o braku szacunku do gracza. Powoli pozwalamy mu dostosować się do naszej prędkości i przebywać w tunelu powietrza, który specjalnie dla niego tworzymy.
  2. Tak zwany tajming – to jest klucz. Wyjedziemy za wcześnie, psujemy zabawę, wyjedziemy za późno – może być nieprzyjemnie. Musimy wyjechać dokładnie w momencie, kiedy grający zbliża się do naszego tylnego zderzaka.

Dodatkowe punkty przyznaje się za brak użycia oświetlenia w celu wskazania własnych intencji. Z tego korzystają tylko początkujący.

Slalom z puzzlami

To jest zabawa doskonała – wielopoziomowa, więc i często spotykana. Do gry dołączamy wtedy, gdy zauważymy, że inni uczestnicy ustawili się już w odpowiedni wzór. Tak mniej więcej dwa samochody na lewym, jeden na prawym lekko przed nimi… Myślę, że wiecie jak to wygląda.

Żeby zdobyć punkty, należy przejść jak najwięcej puzzli składających się z takich dynamicznych układów. Więc wykonujemy odwróconego łosia, jadąc po lewym pasie zjeżdżamy szybko na prawy, dynamicznie redukujemy, przyśpieszamy, dojeżdżamy do tego, co jedzie przed nami, patrzymy: jest 2 cm miejsca! pomiędzy tym, który jedzie po lewym i tym po prawym! Po dokonaniu precyzyjnego pomiaru -siup! wbijamy się na lewo.

Gracze na lewym mogą wykonać wtedy kontrę – widząc naszą przymiarkę, mogą też przyspieszyć i zablokować nam przestrzeń do manewru. W końcu w 1,5 cm auta nie wciśniemy. Wtedy to oni zdobywają punkt.

Jeżeli jednak uda nam się manewr, dostajemy punkt za każdy pojazd, który musiał zwolnić. Jeśli dojdzie do stłuczki, mamy combo.

10cm

I klasyk – zakład o to, że wiem ile to jest 10 cm. Wyobrażam sobie to tak. W aucie jadą co najmniej dwie osoby i nagle pada:
#1: Założę się, że nie jesteś w stanie na oko powiedzieć, ile to jest 10 centymetrów?
#2: Że co, ale że ja nie potrafię?
#1: No nie potrafisz.
#2: No to patrz, podjadę do tego samochodu przed nami, a jak będę 10cm od niego to mignę długimi światłami, żebyś wiedział, że to już. I zobaczysz.

Znacie to? Właśnie. Ja też. Cholera, oni faktycznie wiedzą, ile to jest 10 cm. Co prawda nie wiedzą, ile wynosi droga hamowania ich pojazdu przy tej prędkości, ale wiedzą, ile to jest 10 cm .Trzeba im oddać sprawiedliwość.
W nagrodę chyba dostaje się jakieś naklejki – duża część graczy jeździ w takich obklejonych samochodach.

Lista nie jest wyczerpana. Możnaby dopisać kilka słów o niezasadności rozmieszczenia wszelkich ograniczeń i znaków. Opisanie całości spowodowałaby jednak, że skończyłby się wirtualny papier.

Wyobraźnia

Tak sobie myślę – to słowo klucz. Można ją mieć tak po prostu i aplikować na drodze. To nie jest za dobrze odbierane też przez uczestników gry – padają wtedy różne niedzielne epitety i powątpiewania w nasz poziom gry. W końcu zachowujemy się w niej jak lamer.

Można ją nabyć w wyniku procesu zwanego nauką. Ja muszę się przyznać, że do wrodzonej części wyobraźni dołożyłem też część praktyczną. Miałem w życiu dwa wypadki, w różnych okolicznościach. Dały do myślenia i pokazały, że nawet jak wydaje się wam, że jesteście dobrzy i wszystko kontrolujecie, to tak naprawdę nie kontrolujecie niczego.

highway-towards-mountains-1Photo via Visual Hunt

Warto włączyć wyobraźnię. Nie w tryb “paraliżuje mnie i nic nie mogę zrobić” ale w tryb “A co by się stało, jakby ten koleś przede mną zasłabł albo rozlałaby mu się na nogi gorąca kawa? Czy zdążę wyhamować?”
Uwaga – podpowiedź dla tych, którzy nie odrobili zadania z matematyki: Nie, jadąc 10cm od niego – nie uda się.

Nie umie jeździć, to sobie bloga napisał

Tak, pewnie tak trochę jest. Od kilku dobrych lat robię po kilkadziesiąt tysięcy kilometrów rocznie, ale nie powiem, żebym potrafił jeździć. Wiem jak się prowadzi samochód, wiem jak zachować się w pewnych sytuacjach. Wiem też, że jest dużo takich sytuacji, w których nie wiedziałbym, jak się zachować.

W dodatku jeżdżę automatem. NOO, TO WSZYSTKO JUŻ WIADOMO. Nie potrafię zmieniać biegów i nie znam tego uczucia adrenaliny towarzyszącego szybkiej redukcji i przyśpieszeniu. Intelektualista. Ale bez okularów.

Dlatego zazdroszczę tym wszystkim, którzy opanowali tę umiejętność perfekcyjnie. I czują się na drodze tak dobrze, żeby móc wykonywać wszystkie te manewry i kilka jeszcze innych.

Zawsze zadziwia mnie, jak wiele osób postanawia zawierzyć swoje życie tylko temu, że liczą, że ten inny na drodze zachowa się tak, jak oni zakładają. Że ustąpi, jak do niego podjedziemy, a nie zahamuje gwałtownie.
Że jak wyprzedzamy na trzeciego, to ci inni zjadą. Albo gdy robimy to na małym odcinku drogi, to nam ustąpią jak nie ma dostatecznie dużo miejsca.

A co jeżeli ten z drugiej strony będzie miał akurat zły dzień i postanowi nie ustąpić? Albo po prostu się zagapi!?

Tak, nie umiem prowadzić. Przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim potrafi duża liczba ludzi na drodze.

Patrząc na północ

Od kilku lat bywam w krajach na północ od nas. W tak zwanej Skandynawii. W trakcie ostatnich wakacji byliśmy też w Estonii (BTW – jeżeli ktoś jest miłośnikiem natury, polecam).

Wracając do tematu. Od zawsze w tychże krajach uderza mnie jedno. Jeżeli podchodzę jako pieszy do przejścia, nadjeżdżający pojazd zatrzymuje się i mnie przepuszcza. Ot tak. Po prostu. Jedzie, a potem się zatrzymuje.

A potem wracam do siebie. Idąc z dzieciakami do parku albo biegnąc – mam do pokonania jedną ruchliwą ulicę. Nie strasznie szeroką, ot – dwa pasy i przejście. Ma ona jedną właściwość, która w zasadzie powinna zostać dokładnie przebadana przez naukowców, Podchodzący do przejścia albo nawet będący na przejściu przechodzień – staje się niewidzialny. Tak, CLOACKIG DEVICE ze Star Trek zostało już wymyślone i wdrożone. Tylko wybiórczo.

Photo credit: Jangra Works via VisualHunt.com / CC BY

Serio. Stoję, mija jedna, druga, trzecia minuta. Przez drogę sunie sznur samochodów i wszyscy dojeżdżając do przejścia, zaczynają gwałtownie wypatrywać co się dzieje przed nimi. Musi to być bardzo wąski przejazd, bo starają się jak najdokładniej wpatrywać w drogę przed sobą. Nigdy na bok.
Czasami stoję nawet sobie już na środku drogi na pasach, trzymam w ręku licznik (taki klikający) i liczę auta przejeżdżające przed moimi stopami, ADIN, DWA, TRI… W końcu udaje  mi się zahipnotyzować któregoś z kierowców. Zatrzymuje się. Przeważnie mocno poirytowany, że musiał stracić tyle energii…

Tak sobie myślę wtedy – wyznacznikiem tego, że nasze społeczeństwo się zmienia, powinno być właśnie to. Kiedyś, opierając się o balkonik dla staruszków (jako geek mam nadzieję, że balkonik będzie w jakiś sposób działał przeciwko grawitacji albo co :)), podejdę do przejścia w tym samym miejscu, a przejeżdżający samochód tak po prostu zatrzyma się i mnie przepuści.
I pewnie tak będzie, ale tylko dlatego, że będzie to elektryczny samochód jeżdżący autonomicznie. Chociaż rodzi się pytanie, czego jego algorytm nauczy się od innych pojazdów na naszych drogach.

Zacznij od siebie

Tak mówią i ja w to wierzę. I dlatego zacząłem od siebie. Jeżeli tylko pozwala na to sytuacja (czytaj: widzę, że samochód za mną ma szanse wyhamować), to zawsze zatrzymuję się i przepuszczam przechodniów na przejściach.

Jeżeli nie uważasz, że cały ten wpis to brednie: ZACZNIJ ROBIĆ TO SAMO! Może ktoś to zobaczy i się zainspiruje (duże słowo). I, jak w domino, od jednego do drugiego – nagle obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości.

Piszę to w okresie, kiedy w kraju ilość ludzi na drogach znacząco rośnie, a z tym poziom adrenaliny i świeżo odgrzebanych umiejętności nabytych lata temu podczas gry w POLE POSITION. To może być dobry czas, żeby zacząć to robić.

 

Główne zdjęcie: Ted Van Pelt via Visual hunt / CC BY

About Author

3 Comments

  1. Jakbym widział swoje obserwacje zza kierownicy. Dorzuciłbym jeszcze takie specjalne zasady, o których mnie nie uczono, a które najwyraźniej obowiązują.

    – Każdy pas drogi powyżej jednego to +30 do ograniczenia prędkości, nie ważne czy w zabudowanym czy poza.
    – Linie ciągłe są fakultatywne.
    – Kierunkowskaz włączamy kiedy nasza ręka, razem z kierownicą, akurat koło niego sunie, w ten sposób oszczędzamy nieco energii na ruszaniu rękoma.
    – Dojeżdżamy na rzeczone 10 cm do poprzedzającego pojazdu, żeby przypadkiem nikt nam się nie wepchnął, robimy to tym prędzej jeśli ktoś na innym pasie jest na tyle głupi, że włączy kierunkowskaz zdradzając podły plan zajęcia miejsca przed nami.
    – Stosujemy ecodriving w każdym możliwym wydaniu, np. tocząc się leniwie do czerwonego światła na zaczynającym się za 200m pasie do skrętu.
    I tak można wymieniać i wymieniać…

    Ale jest lepiej! Nie przeklinam już w samochodzie. Co prawda raczej dlatego, że teraz jeżdżę z dzieckiem, ale szukajmy plusów, prawda?
    Pozdrawiam i cierpliwości życzę.

  2. Dobrze prawisz kolego Gibon
    Ostatnio rozmawiałem o tym samym z kolegą, a porówywaliśmy sytuację konkretnie do Norwegii. Swego czasu bywałem tam bardzo często na wypady dłuższe lub krótsze, mam tam przyjaciół i można powiedzieć, że zauroczył mnie ten kraj. To co nas głównie od nich różni to KULTURA osobista, a co za tym idzie kultura na drodze także. Tu chyba jest pies pogrzebany. Kultura + wyobraźnia i naprawdę jeździłoby się bezpieczniej.

    Staram się być kulturalny na drodze. Często puszczam przechodniów i to jest niestety zachowanie niebezpieczne – zatrzymywanie się na drodze przed pasami bez świateł i puszczanie ludzi… nieraz musiałem trąbić i liczyć przerażony na reakcję pieszego, bo albo ktoś mnie wyprzedzał (!) albo nie zatrzymywali się jadący z naprzeciwka. Im dłużej żyję w tym kraju tym mam mniej optymizmu w temacie kultury osobistej (między innymi) na drodze…niestety.

    RAZ zrobiłem pewien test. Cały tydzień jeździłem przepisowo tak jak nakazywały znaki – nie 10km/h więcej – ale dokładnie jak znaki. Agresja wielu kierowców, jesteś “zawalidrogą” i zwalniasz tą pędzącą falę… jest źle.

    Jakby było mało to coraz większym problemem jest używanie telefonów podczas jazdy i niestety takie konsekwencje:

  3. Ooo … ktoś ze starszych znajomych :).

    Czy kultura osobista – nie wiem. Raczej chyba nie. Bardziej chyba właśnie to przekonanie, że każdy z nas urudził się jako mistrz kierownicy.

Leave A Reply

Share This

Share This

Share this post with your friends!