Kilka lat minęło. Czas na reaktywację bloga – podejście #2. Kurtyna. W górę, znaczy.

Rzeczywiście – czas nie stoi w miejscu. O ile sobie przypominam, pisanie na w2k.pl rozpocząłem chyba ok. 2000 roku. Z małymi przerwami, trwało to potem lat dobrych kilkanaście, ostatni sensowny wpis pochodzi z okolic 2012 roku. Uff.

Gdy teraz patrzę na w2k.pl, widzę wyraźnie, że wiązał się z konkretnym okresem, z tym, co działo się w moim życiu. Ciekawa retrospektywa. Było, minęło – blog wisi, artykuły są, nadal zdarza mi się komuś coś z niego podesłać. Statystyki mówią, że nawet ktoś tam zagląda. Wygląda na to, że dobry „kontent” broni się sam :).

A dlaczego tak, można by zapytać.

Przerwa w 2012 zdarzyła się nieprzypadkowo – po-tomek #1 podrósł, po-tomek #2 się pojawił. Predica podrosła. Zajęć było aż nadto. Mówiąc szczerze, zupełnie nie ciągnęło mnie już do pisania o rzeczach technicznych, problemach i rozwiązaniach. W sieci widziałem tego dużo, ludzie pisali szybko, często i na temat – cóż mogłem dodać.

Podejście pierwsze – reaktywacja A.D. 2014. Czas coś zrobić, postawić WordPress, nową domenę, świeży początek. I co … i nico. Zaczęło się, rozmyło, kilka wpisów i poszło, a raczej zostało tak jak było.

Brak weny mówi się. Trudno.

I tutaj mógłbym skończyć, zapisać postanowienie poprawy i byłby kolejny początkowy wpis o niczym. W końcu na każdym spotkaniu musi być tak, że ktoś musi zacząć, jak powiedział klasyk.

I tak by było, gdyby nie to, że ostatnio wpadł mi w oczy w sieci pewien artykuł – Don’t get surprised by burnout. A w nim uderzył mnie jeden cytat:

It’s not like there were no warning signs. Some of these were pretty big: I’d had writer’s block for months, seemingly unable to start my new book.

I co? Czytałem i myślałem o sobie. Wypalenie? Czy faktycznie tak jest? Ostatnie kilka lat to była ciężka orka. Nie bez przyjemności i wyników, od razu trzeba zaznaczyć. W końcu chcę, a nie muszę (to ważne stwierdzenie, którego warto się trzymać).

Dom, firma, projekty, klienci. A jeszcze trzeba nauczyć się czegoś nowego i pobiegać. Pewnie gdzieś po drodze przytrafiło się zużycie materiału.

Z takiego momentu „zużycia” da się wyjść, tylko najpierw trzeba go sobie uświadomić, a potem jak ze wszystkim – metodycznie, do przodu, wg listy. Okazuje się, że to działa w każdym prawie przypadku.

A co z tego dla Mnie?

Nie piszę tego tutaj po to, żeby zrobić „coming out” albo się wyczyścić – wstępniak musi być, a więc warto, aby było o czymś :). Jeżeli z tego wstępniaka macie coś dla siebie wyciągnąć, to:

  1. Zwracajcie uwagę na drobne rzeczy, które na końcu mogą wpłynąć na to, jak żyjecie, pracujecie. Warto zrobić dzień “off”, zwrócić uwagę na to, ile śpicie, zacząć się ruszać.
  2. Przeczytajcie wspomniany artykuł. Obok listy „to do” zróbcie listę rzeczy „not to do”. Może być ona ciekawym ćwiczeniem. Nie dajcie się zaskoczyć!

O tym jak się nie dać zaskoczyć, napisał też kilka słów Gutek – do przeczytania.

O tym, jak robię listę „to do” i „not to do”, jak i o innych rzeczach – jeszcze tutaj będzie. Więc jak to mówią – stej tjuned!

About Author

2 Comments

  1. karol_weksler on

    Tomku,
    kiedyś (2009 r.) założenie tematu na Wss.pl w temacie Active Directory dawało duże prawdopodobieństwo, że udzielisz w nim odpowiedzi. Gdzie aktualnie można Cię spotkać w społecznościach online?

    • Tomasz Onyszko on

      Hej Karol,

      Oj tak – no w okolicach 2009 to można było mnie tam znaleźć :). Temat WSS.PL już był wałkowany w społeczności kilka razy – mówiąc krótko, umarł przez rózne działania. Tak że przestałem się tam udzielać już dawno.

      W tej chwili chyba nie ma miejsca gdzie się udzielam na bieżąco – ale jak to mówią, stej tjuned, pewnie coś się niedługo gdzieś pojawi. Najszybciej możesz teraz tutaj przez bloga, Twitter (@tonyszko), mam nadzieję, że zaraz też .. tuż tuż odpalę jakiś profil bardziej pro niż prywatny.

Leave A Reply

Share This

Share This

Share this post with your friends!